PODZIEL SIĘ

Przestać myśleć? Czy ty zwariowałeś?! Myślenie jest podstawą wszelkich osiągnięć! Chyba jednak nie do końca…

Ostatnio, a w zasadzie już dawno – tylko dopiero o tym piszę – zainspirował mnie „światopogląd” Garego Vaynerchuk’a, że liczy się egzekucja pomysłów, a mniej sam pomysł. Dokładnie tak czuję i potwierdzają to moje obserwacje. Najczęściej przeciętny – czytaj – zwyczajny, niekoniecznie innowacjny pomysł, który jest  po prostu konsekwentnie wcielany w życie dzień po dniu – osiąga ostatecznie sukces. Posłużmy się za ciosem przykładem Garego, który założył w 2009 agencję marketingową (social media). Trzeba przyznać, że hiper innowacyjny pomysł to nie był, natomiast dziś biznes przynosi bagatela 100 MLN $  dochodu rocznie. Nieźle, co? Czy krył się za tym jakiś niesamowicie genialny i niepowtarzalny pomysł? Nie do końca… tak zgadza się, ta historia traci na romantyczności i atrakcyjności, ale to po prostu pokonywanie przeszkód i rozwijanie biznesu każdego dnia doprowadził akurat w tym wypadku do sukcesu VaynerMedia – firmy Garego.

Przeintelektualizowanie niestety nic dobrego nie wnosi i wiem o tym z własnego doświadczenia doskonale. Więszkość pracy (bez względu czy prowadzisz biznes czy pracujesz u kogos) składa się z powtarzalnych, czasami monotonnych zadań, które po prostu trzeba wykonać. Co więcej trzeba to robić konsekwentnie przez długi czas, najczęściej lata. Oczywiście w tym wszystkim trzeba mieć trochę oleju w głowie, ale notabene większość go ma. Natomiast o wiele mniej osób ma takie cechy jak wytrwałość i cierpliwość w dążeniu do celu bez względu na pojawiające się na tej drodze przeszkody.

Jeżeli podjąłeś decyzję przestań o tym rozważać nieustannie. Bo najprawdopodobniej odpuścisz. Zajmij się pracą i w tym wytrwaj.  Więc zamiast myśleć czy to zrobić po prostu zrób to! Najprawdopodobniej jeżeli myślisz nad czymś czy to zrobić, ktoś to już robi lub zrobił… Więc lepiej być po tej lepszej stronie „mocy” – po stronie działania, a nie ciągłej analizy typu: „Czy to jest to co naprawdę chiałbym robić w życiu?”; „Może powinienem zająć się czymś innym”. A najlepiej to jeszcze pojechać do Tybetu i „odnaleźć siebie” podczas medytacji. Przypominam tylko nieśmiało, że tam niektórzy medytują 20 lat i – uwierz – raczej ich nie oświeciło, nie licząc wschodu słońca.

I tak, zgadza się – nie ma w tym ani krzty romantyzmu czy niesamowicie pociągającej historii. Co raz mniej osób chce słyszeć też o tym, że nie ma żadnego „sekretu sukcesu”… ale coż – za to się płaci dość słoną cenę.

Dodaj Komentarz